Nikisz, tu się żyje
– Nagrywaliśmy materiał, a ja myślałem: – Kurcze, ale odjechane miejsce... Zacząłem tu przyjeżdżać wieczorami, żeby pospacerować. I kołatało mi w głowie: fajnie by było tu kiedyś zamieszkać – opowiada Adam Giza, prezenter TVS
Wygodne, ponad 60-metrowe mieszkanie w Katowicach za 80 tysięcy złotych? To możliwe, ale tylko na Nikiszu. Katowicka Hutniczo-Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa pozbywa się pustostanów. Kupują je młodzi ludzie i wiją sobie w nich wygodne gniazdka
Adam Giza, prezenter TVS, kilkanaście lat mieszkał w domu w rybnickiej dzielnicy Niedobczyce. Kiedy zaczął pracować w Katowicach, wyprowadził się z rodzinnego domu. Nigdzie nie potrafił zagrzać długo miejsca. Przez rok mieszkał w bloku w centrum Chorzowa, gdzie dzień w dzień była impreza. Przeżył też rok w akademiku na Załężu – skradziono mu poduszkę powietrzną i odkręcono felgi z samochodu. W Dąbrówce Małej, nieopodal sklepu IKEA, do jego uszu dobiegał każdy głos z mieszkania sąsiadów. Myślał o Dębowych Tarasach, ale zrezygnował, gdy przekalkulował. Pięć tysięcy złotych za metr kwadratowy to za dużo, by patrzeć sąsiadowi do talerza albo słyszeć jaka promocja jest aktualnie w Silesia City Center.
Nikisz od pierwszego wejrzenia
Na Nikisz po raz pierwszy przyjechał, by nagrać program dla TVS. Kiedy walczył o posadę prezentera letniej edycji „Pytania na śniadanie” w Telewizji Polskiej i miał zaprezentować swój region. Nie miał wątpliwości, że chce pokazać właśnie Nikisz. – Nagrywaliśmy materiał, a ja myślałem: – Kurcze, ale odjechane miejsce... Zacząłem tu przyjeżdżać wieczorami, żeby pospacerować. I kołatało mi w głowie: fajnie by było tu kiedyś zamieszkać – opowiada.
Miejscowi wywozili gruz
Kiedy po raz pierwszy zobaczył mieszkanie na parterze, w którym dziś mieszka, przeraził się. Lokal przez lata zajmował jeden z tutejszych meneli. Miał na przykład wannę, ale nie do mycia. Produkował w niej bimber, który sprzedawał po pięć złotych za butelkę. – W czasie remontu co rusz natrafialiśmy na jakieś ślady po tym procederze: a to butelki wódki, a to etykiety gdzieś sprytnie ukryte. Bo policja często tu wpadała. Wiadomo, alkohol nie tylko schodził, ale lał się strumieniami. – Uznałem jednak, że w tym miejscu tkwi potencjał. Wystarczyło wszystko w środku rozwalić i postawić na nowo – mówi po prostu Adam Giza. Przyszedł na przetarg, cena wywoławcza za metr kwadratowy wynosiła 1100 zł, on doszedł do 1360 za metr. 64-metrowy lokal kupił za ponad 80 tysięcy złotych! – To cena nieosiągalna w innym miejscu Katowic – mówi.
Przy remoncie dał zarobić miejscowym. Wywozili gruz, stare grzejniki. Dziś z dumą oprowadza po swoich czterech ścianach. Ledy w przedpokoju regulowane pilotem, błyszcząca biało-granatowa kuchnia, dobry telewizor. A na ścianie... Nikisz, a konkretnie ulica św. Anny. Fotografia „pocięta” na kilka części, taki jakby poliptyk. – Chciałem przenieść trochę Nikisza do tego mieszkania – tłumaczy.
Ściana Warhola w familoku
Łukasz Głąb, absolwent produkcji filmowo-telewizyjnej, który pracował przy serialu „Ojciec Mateusz” i filmie „Różyczka”, poszedł o krok dalej. Skuł tynk jednej ze ścian i odsłonił wspaniałą cegłę. Resztę ścian pomalował na czarno, podobnie podłogę. Tak będzie wyglądał salon w 50-metrowym mieszkaniu. W drugim pokoju ścianę zdobić będzie puszka Campbella, a w łazience czarno-żółty banan. To motywy z Andy'ego Warhola. – Lubię taki surowy, loftowy, industrialny styl – tłumaczy.
Chciał kupić mieszkanie w Krakowie, z którego przyjechał do Katowic na studia. Ale tam ceny są kosmiczne. Mieszkanie tej wielkości kosztuje około 400 tys. zł! – Magia tego miejsca, tych kamienic z czerwonej cegły, wybrukowanych uliczek, spowodowały, że zakochałem się w Nikiszowcu. A ponieważ nigdy nie myślałem o mieszkaniu w bloku, postanowiłem zakorzenić się tutaj. Wpływ na to też miała atrakcyjna cena – twierdzi Łukasz. Za swoje mieszkanie zapłacił nieco ponad 50 tys. zł.
Wspólny wiatrołap
Deklaruje, że chce żyć wśród miejscowych, poznawać ich jeszcze bardziej. Ma ze swoim sąsiadem wspólne drzwi wejściowe, dzielą ze sobą wiatrołap. Dopiero z tego pomieszczenia wchodzi się do ich mieszkań. – Z ludźmi tu mieszkającymi można porozmawiać na różne tematy, u usłyszeć historie, których gdzie indziej się nie usłyszy, w żadnym muzeum, w żadnej książce. Chcę poznać prawdę o tym miejscu, o tych ludziach, o ich pracy i ich korzeniach – mówi.
Nikisz chcą poznać też jego przyjaciele z Krakowa. – Już zapisują się, by do mnie przyjechać. Myślę, że zajmie to co najmniej najbliższe pół roku – śmieje się Łukasz.
Na Nikiszu w ostatnim czasie zamieszkali też m. in. wokalista młodego zespołu, którego piosenki przyjęły się na liście przebojów Radia Katowice (wynajmuje mieszkanie z widokiem na kościół) i prezenter radia Eska.
Jeden Sztig to za mało
Mariusz Rogacki pracuje w Hutniczo-Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej, sam też mieszka na Nikiszu. Przyznaje, że tacy ludzie jak Adam czy Łukasz to dla tego miejsca prawdziwy skarb. Bo nie dość, że kupują pustostany, to jeszcze robią z nich prawdziwe perełki, dbają o swoje miejsce i angażują się na rzecz tego miejsca i tych ludzi. – Współorganizowaliśmy święto krupnioka, wkrótce odbędzie kolejny jarmark bożonarodzeniowy. Nagraliśmy tutaj film „Być Ślązakiem to powód do dumy”, w którym wystąpili m. in. Piotr Kupicha i Lucjan Czerny, pokazujemy go w całej Polsce – mówi Adam Giza.
Ale kultura to jedno. – Docelowo chcemy, by Plac Wyzwolenia był zamknięty dla ruchu pojazdów. Skoro Katowice nie mają rynku, niech powstanie tutaj. Nikisz może być takim katowickim Kazimierzem – uważa Adam Giza.
– Przybywa nam nowych twarzy. Utożsamiają się z tym osiedlem. Idzie ku dobremu. Myślę, że nie musimy czekać pięciu-dziesięciu lat na to, by Nikisz odzyskał swoją świetność. Wydaje mi się, że stanie się to w ciągu dwóch-trzech lat. Miasto zaczęło też inwestować, odrestaurowano muzeum – mówi Mariusz Rogacki. Na zapaleńców czeka jeszcze około 20 pustostanów.
Potrzeba jeszcze dobrej bazy gastronomicznej. Bo jedyna restauracja SITG, zwana przez miejscowych Sztig, choć serwuje żur czy wodzionkę to jednak za mało. – W centrum dzielnicy, przy rynku i poczcie, powstaje kawiarnia. Potrzebujemy miejsc, do których moglibyśmy zaprosić znajomych, przyjaciół rodzinę – twierdzi Mariusz Rogacki.
W biurze znacznie drożej
Mieszkanie na Nikiszowcu można kupić również na rynku wtórnym, np. poprzez biuro nieruchomości. Ale to oferta raczej dla wygodnych, bo jest znacznie droższa. Przykładowo 89-metrowe mieszkanie po remoncie przy ulicy św. Anny kosztuje 180 tys. zł. Dwupokojowy lokal przy tej samej ulicy o powierzchni 50 metrów kw. (do remontu) wyceniono na 95 tys. zł.
W przetargu wychodzi więc taniej, ale trzeba uważać, by nie przeinwestować przy remoncie. Całkowita kwota jaką Adam Giza wydał na zakup i remont mieszkania wraz z umeblowaniem to ok 130 tysięcy złotych. Prezenter liczy, że za kilka lat mieszkanie to będzie warte kilka razy więcej.
Na Nikiszu można też wynająć apartament. Odrestaurowany w starym stylu lokal, z bifyjami w kuchni, obrazem Świętej Panienki nad łóżkiem wynajmiemy już za 1100 złotych miesięcznie.
Nikisz będzie katowickim Kazimierzem
Komentuje Tomasz Godziek, katowicki radny i dyrektor marketingu w firmie GC Investment SA z Katowic
Jeśli w Nikiszowcu powstaną restauracje i kluby muzyczne, a miasto uruchomi dodatkowe autobusy (w tym nocne) do Nikiszowca, to do dzielnicy przeniesie się część imprezowego ruchu z Mariackiej, którą ludzie są już trochę zmęczeni. Jeśli się uda, to za kilka lat Nikiszowiec być może stanie się katowickim odpowiednikiem krakowskiego Kazimierza. W efekcie, wzrosną ceny tamtejszych nieruchomości, które dzisiaj należą do najtańszych w Katowicach.
Miejsce to docenili już przedstawiciele wolnych zawodów, których inwestycje i życiowe decyzje potwierdzają, że można tam normalnie żyć i cieszyć się na co dzień najbardziej klimatyczną okolicą w mieście. Nikiszowiec uwielbiają też artyści, potwierdzają to organizatorzy katowickich festiwali i koncertów, którzy często lokują w tamtejszych apartamentach zapraszane gwiazdy. Są zachwycone!
Tani Śląsk
Na Śląsku, tanio można też zamieszkać w Bytomiu. Za dwa pokoje w dzielnicy Szombierki zapłacimy 83 tys. zł. M-4 w centrum tego miasta wyceniono na 135 tys. zł. Drogo nie jest też w centrum Chorzowa. Za odnowione dwa pokoje zapłacimy 130 tys. zł.
W Czerwionce-Leszczynach urzędnicy „rozdawali” poddasza w budynkach komunalnych. Zainteresowani decydowali się na konkretny strych, remontowali go, potem wynajmowali od gminy. Poddasza można było wykupić za 10-15 tys. złotych.
